#onedayonecup wyzwanie z cappuccino na luty

Kiedy w zeszłym roku trafiłem na blog Andrzeja Tucholskiego (jeskultura.pl) nie sądziłem, że właśnie ten koleś zainspiruje mnie do powrotu do pisania po dłuższej przerwie. Zainspirował. Tak się stało za sprawą lutowego turbo questa, którego tematem będzie kawa. Postanowiłem, że drogą kupna nabędę dzbanek do mleka i zamiast spędzać przerwy w pracy na czytaniu durnot w necie, potrenuję przygotowanie cappuccino. Tak zrodził się pomysł, żeby moje „dokonania” fotografować i wrzucać na instagrama. Dla siebie samego w zasadzie, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie, czy jestem w stanie zrobić progres w ciągu czterech tygodni – od totalnego nooba, do jako tako ogarniętego kolesia od spieniania mleka i malowania po cremie. Kto wie, może w kolejnym wcieleniu będę sekretarką i ładny wzorek będę mógł sobie wpisać w CV.

Zacząłem od przypomnienia sobie co usłyszałem o mleku i dobrym espresso na jednym ze spotkań wśród miłośników kawy. Nie miałem ani dobrego mleka ani dobrego espresso, jako że kawa w pracy to po prostu kawa, czyli tak jak większość to sobie wyobraża – masz tu kawę, mleko i zrób mi z tego trzy rozety i pięć serduszek. E-e. To tak nie działa. No ale nic to, przecież nie od razu Starbaksa zbudowano, jestem inteligentny, to przecież prędzej czy później coś wyczaruję. Cóż, „coś” to chyba dobre określenie.

Nie poddaję się, walczę dalej, choć firma rzuca mi kłody pod nogi i przez kilka dni mam do dyspozycji ekspres, który gotuje mleko w 10 i przelewa espresso w 15 sekund. Cholerstwo nie chce się dać wyregulować, choć jest nowsze o kilka tysięcy filiżanek od poprzednika. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. 🙂

PS
Swoją drogą – chyba ślepcy lajkowali te zdjęcia, serio.

PPS
howdoyoudoinstagramtowordpress?! 😮

Reklamy